Najpierw soulowy, akustyczny groove, później eteryczne chórki i napięcie przypominające burzę zbierającą się na horyzoncie. W „When He's Gone” Sam Smith przekuwa paraliżujący lęk przed utratą ukochanej osoby w jeden z najbardziej poruszających momentów nadchodzącego albumu „Hazel Eyes”, którego premiera odbędzie się 21 sierpnia.
Już pierwsze dźwięki „When He's Gone” przywołują ciepło i głębię twórczości Billa Withersa. Wraz z rozwojem utworu – i przejmującymi słowami: „Nienawidzę, gdy zwracasz się do mnie w okrutny sposób i bez zastanowienia / Wszystko, co do mnie mówisz, naprawdę boli – czy tego nie widzisz?” – muzyka nabiera rozmachu. Pojawiają się eteryczne chórki i monumentalna atmosfera przywodząca na myśl klasyczne westerny. Na tym tle wybrzmiewa pełen bólu refren: „Kiedy odchodzi, zabiera ze sobą wszystko, czego potrzebuję / Cały mój świat rozpada się, gdy go nie ma”.
– Ten album pokazuje wszystkie odcienie relacji, a „When He's Gone” reprezentuje ich bardziej melancholijną stronę – mówi Sam Smith. – Nagraliśmy ten utwór na żywo, bez metronomu, a później zbudowaliśmy całą aranżację wokół pierwszego wykonania, żeby zachować wrażenie burzy zbierającej się gdzieś w oddali.
„When He's Gone” ukazuje się po wydanym w ubiegłym miesiącu singlu „Oh Mother” z udziałem The TwoCity Chorus. Utwór opowiada o silnej potrzebie matczynego wsparcia w obliczu zdrady ukochanej osoby. Jego centralnym punktem jest hipnotyzujący dialog między Samem Smithem a 28-osobowym chórem, którego intensywne harmonie – jak mówi Smith – „przywołują rodzaj boskiej kobiecej energii”. Wcześniej ukazał się także „My Guy” – subtelna, romantyczna kompozycja, której towarzyszył wzruszający teledysk będący portretem domowego szczęścia.
„Hazel Eyes”, następca albumu „Gloria” z 2023 roku, przedstawia współczesną baśń o odwzajemnionej miłości. Płyta łączy bezpośredniość emocji z wielowarstwową narracją i wyjątkowym brzmieniem opartym na energii żywych instrumentów. Nad materiałem pracowano m.in. w legendarnym Electric Lady Studios w Nowym Jorku, a za współprodukcję odpowiadają Sam Smith, David Odlum (Glen Hansard, Josh Ritter) i Simon Aldred (Avicii, Liam Gallagher).
Do współpracy zaproszono również grono cenionych artystów, wśród których znaleźli się Feist, multiinstrumentalista Shahzad Ismaily (Yoko Ono, Damien Rice) oraz aranżer smyczków Rob Moose (Bon Iver, The National). Większość z 12 utworów, które trafią na „Hazel Eyes”, powstała w Nowym Jorku, a część materiału zarejestrowano w Electric Lady Studios. Efektem jest album czerpiący z różnorodnych gatunków – od barokowego popu, przez brytyjski folk i outlaw country, po alternatywne R&B – z charakterystycznym głosem Sama Smitha i szczerym, osobistym sposobem opowiadania historii na pierwszym planie.
Publiczność po raz pierwszy mogła usłyszeć nowy materiał podczas koncertów w ramach rezydentury „To Be Free”. Cykl rozpoczął się w historycznym klubie Warsaw na Brooklynie, a następnie przeniósł się do San Francisco. Sam Smith znalazł się w gronie pierwszych osób występujących na nowo otwartej scenie kultowego Castro Theatre.

