Zachwycający zbiór ballad inspirowany tradycyjną kubańską filin w wykonaniu kwartetu z Gonzalo Rubalcabą, Peterem Washingtonem i Kush Abadeyem.
Melissa Aldana wydaje nowy album - kompilację ballad inspirowanych tradycyjną kubańską muzyką filin. Na płycie zatytułowanej „Filin” usłyszymy znakomity kwartet w składzie: pianista Gonzalo Rubalcaba, kontrabasista Peter Washington i perkusista Kush Abadey, a także gościnnie wokalistkę Cécile McLorin Salvant. To trzeci album saksofonistki nominowanej do nagrody GRAMMY i wydany przez Blue Note Records. Krążek promuje utwór „La Sentencia”.
Aldana od początku kariery nagraniowej marzyła o albumie z balladami, wskazując jako swój punkt odniesienia klasyczne wydawnictwo Johna Coltrane’a „Ballads” z 1963 roku. Artystka mówi: „Transkrybuję Sonny’ego Rollinsa, Wayne’a Shortera, Johna Coltrane’a, Joe Hendersona, Lestera Younga, Charliego Parkera, Dona Byasa i wielu innych. Dla nich samo brzmienie jest narzędziem do wyrażania emocji. Każda nuta to cały świat. Gra wymaga techniki, ale jest też coś mistycznego w dźwięku… nadal nie wiem, co dokładnie”.
Na początek Aldana zwróciła się do Rubalcaby, cenionego pianisty i jednego z jej „największych bohaterów”, z którym od dawna chciała współpracować. Jego sugestia okazała się przełomowa: Aldana miała zinterpretować muzykę filin - piękną, choć wciąż mało znaną kubańską tradycję bogato aranżowanych, romantycznych utworów, popularną w latach 40. i 50. XX wieku. Filin to nazwa, która pochodzi od angielskiego słowa „feeling”. Jak wyjaśnia pochodzący z Kuby Rubalcaba: „Filin tworzyło dialog między tradycyjną kubańską trovą, bolerem a jazzem, redefiniując kubańską tożsamość muzyczną. Podnosiło teksty na poziom większej poetyckiej i intymnej bliskości oraz rodziło instrumentalistów i wokalistów o wielkiej wirtuozerii i elegancji twórczej.”
Dla Aldany muzyka filin była nowością. Przypominała jej ukochane ballady z Great American Songbook, ale z tekstami w jej ojczystym języku. „Czułam, że to ballady, które kocham, ale dzięki hiszpańskim tekstom mogłam połączyć się z nimi w sposób, o jakim wcześniej nie śniłam” – powiedziała. Przy wsparciu Rubalcaby Aldana zaczęła zgłębiać historię filin i wybierać utwory, które do niej przemawiały. Plan był prosty: Rubalcaba miał stworzyć aranżacje i zagrać na fortepianie razem z sekcją rytmiczną Washington–Abadey, a bliska przyjaciółka Aldany, Cécile McLorin Salvant, zaśpiewać w dwóch utworach. Produkcją miał się natomiast zająć prezes Blue Note Records, Don Was, zapewniając swój charakterystyczny, wnikliwy i empatyczny nadzór. I tak się stało.
Efekt końcowy zachwyca. Album wyróżnia się nie tylko na tle katalogu Aldany, ale i po prostu jazzu XXI wieku. W ośmiu utworach kwartet tworzy subtelny minimalizm emocjonalny, swego rodzaju cichą intensywność, która kładzie nacisk na prowadzenie melodii przez Aldanę. Muzyka toczy się powoli, rozwija się z wielką uwagą i powściągliwością, co jeszcze bardziej imponuje w kontekście wirtuozerii muzyków.
Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że tak spokojny program nadal wciąga słuchacza. Niczym znakomite kino, przyciąga bez zbędnych efektów. Kiedy Aldana improwizuje, kontrastuje to z jej typową rozbudowaną harmonicznie grą. Jej solówki są lekkie, z nowym naciskiem na podkreślanie głównej melodii. „Nie starałam się zagrać idealnej jazzowej solówki. Chciałam po prostu grać z zespołem, zostawić przestrzeń i być obecna, pozwolić utworom oddychać. Jestem starsza, więc może mniej czuję potrzebę udowadniania czegokolwiek. Po prostu czułam w sercu, że chcę nagrać album z balladami, że mam coś do powiedzenia” – stwierdziła artystka.

