Menedżer zostawił jej jasną wiadomość: „Don’t Fuck the DJ”. Sophie poszła za głosem serca, a teraz opowiada, co wydarzyło się dalej. Nowy singiel Sophie and the Giants, „Wreck of Me”, to pierwszy rozdział historii miłosnej, która trafi na jej debiutancki album. Płyta zatytułowana „Don’t Fuck the DJ” ukaże się jesienią 2027 roku.
Po EP-ce „00:00” artystka stawia na opowieść, której scenariusz napisało życie. „Wreck of Me” zatrzymuje słuchaczy w chwili, gdy pragnienie wygrywa z rozsądkiem. Wiadomo, że można stracić wiele. Wiadomo też, że ta relacja może wywrócić wszystko do góry nogami. A jednak trudno się wycofać.
– „Wreck of Me” to jednocześnie prawdziwa historia miłosna i tragedia. Opowiada o ryzykowaniu wszystkiego tylko po to, by poczuć, że się żyje. To może być najgorszy pomysł na świecie, ale jesteś dla niego gotowa wywrócić cały swój świat do góry nogami – wyjaśnia Sophie.
Singiel pokazuje miłość zawieszoną między obietnicą szczęścia a możliwością katastrofy. Sophie nie ukrywa ryzyka ani nie próbuje go usprawiedliwiać. Śpiewa o decyzji, by wejść w tę relację mimo świadomości konsekwencji.
Na „Don’t Fuck the DJ” ta historia rozwinie się od pierwszego zauroczenia aż po ślub. Bohaterem piosenek jest DJ i partner koncertowy artystki, przed którym – a właściwie przed zakochaniem się w nim – przestrzegał ją menedżer. Tytuł albumu pochodzi z wiadomości głosowej, którą zostawił Sophie w przeddzień ich pierwszej wspólnej trasy. Ostrzeżenie stało się tytułem płyty, a związek – jej osią fabularną.
Sophie and the Giants ma już na koncie współprace z Mobym, R3HAB i FAST BOY oraz serię tanecznych przebojów z Purple Disco Machine. Ich przełomowe „Hypnotized” z 2020 r. przekroczyło 700 milionów odtworzeń, a wydane dwa lata później „In the Dark” zgromadziło ich ponad 300 milionów.

