Wydawnictwo promuje singiel „skeletons”.
Są w życiu takie chwile, których wartość dostrzegamy dopiero, gdy już się skończą. Momenty, przez które po prostu przechodziliśmy, nie podejrzewając nawet, że później będziemy tęsknić właśnie za tym uczuciem. ClockClock uczynili z tego wspomnienia sedno swojej nowej EP-ki „eiskalte engel”.
Nie jest to pełne tęsknoty pragnienie cofnięcia czasu, lecz spojrzenie na okres, który już nigdy nie powróci w dokładnie taki sam sposób i która właśnie z tego powodu pozostaje z nami. Opowiedziane obrazami rodem z wielkich amerykańskich filmów o dorastaniu: długie letnie noce, pierwsze miłości, przyjaźnie, które wtedy wydawały się nierozerwalne. Muzycznie ClockClock wracają dokładnie tam, gdzie czują się najlepiej: do piosenek, przy których można tańczyć, a które jednocześnie służą przekazaniu czegoś.
W centrum wszystkiego znajduje się główny singiel „skeletons”. Utwór opowiada o rzeczach, które nosimy w sobie z własnej przeszłości: historiach, których nigdy nikomu nie opowiedzieliśmy, oraz wspomnieniach, które mimo wszystko stały się częścią tego, kim jesteśmy. Piosenka idealnie nawiązuje do myśli przewodniej całej EP-ki – to, co znajduje się za nami, nie znika, ale idzie razem z nami.
Cztery utwory, które dotarły na pierwsze miejsce list przebojów, ponad 330 mln odtworzeń, wyprzedane trasy headlinerskie oraz koncerty w roli supportu przed P!nk, Simply Red i OneRepublic są już częścią historii zespołu. Wraz z debiutanckim albumem „Dreamers” (2024) i wyprzedaną trasą, trio zamknęło ten rozdział. Na początku tego roku zespół wszedł w nowy etap EP-ką „Out Of The Dark”, teraz prezentuje kolejną. Wiosną zespół wyruszył w swoją trzecią wyprzedaną headlinerską trasę, a latem występował na największych plenerowych i festiwalowych scenach w całej Europie. „eiskalte engel” przekłada wszystkie wydarzenia tego roku na nowe piosenki.

